"Pierwszy skurcz obudził mnie o 3:30. Było już jasno, śpiewały ptaki."
Poród był bardzo szybki. Od pierwszego skurczu, do końca minęły 3 godziny. Pierwszy skurcz obudził mnie o 3.30. Było już jasno, śpiewały ptaki. Czułam spokój. Już 3 skurcz był na tyle mocny, że zaczęłam procedurę przygotowania się do wyjścia. Kąpiel, pakowanie ładowarki, portfela, telefonu. I w drogę!
Na izbie przyjęć sprawnie wykonano badanie podczas, którego odeszły mi wody i w zawrotnym tempie przewieziono mnie na porodówkę. Proszono mnie, żebym poczekała z parciem aż znajdę się na odpowiednim łóżku… I wreszcie mogłam rodzić! Parłam kilka razy i już na świecie pojawił się mój mały chłopiec.
A potem nastał spokój…lekarka zabrała się za szycie a potem kończyła procedury przyjęcia. Mój syn był blisko, nie płakał. W szpitalu jeszcze nie rozkręciła się poranna bieganina (urodziłam o 6.30). Było już po wszystkim.
Cudowny był dla mnie też czas w szpitalu po porodzie ponieważ miałam możliwość poznawać mojego syna, uczyć się go, rozwijać naszą intymną więź, być tylko z nim.