Twoje Narodziny

"(...)byłam pewna, że nadal nie dzieje się nic nadzwyczajnego."

Trzecie dziecko urodziłam w samochodzie!

Zaczęło się jakieś 4 tygodnie wcześniej, kiedy to skurcze przepowiadające męczyły mnie tak bardzo, że 11 sierpnia, o godzinie 18 byłam pewna, że nadal nie dzieje się nic nadzwyczajnego.

A gdy wreszcie nadeszła TA CHWILA, dzieci były już zaopiekowane, a mąż był prawie pod domem.

Bo 10 minut później nie byłam w stanie już sama wejść do samochodu.

Mąż rozłożył mi jeden chłonny podkład na przednim fotelu starego Golfa drugiej generacji (jakby kto pytał, jeden to zdecydowanie za mało 😅).

Ruszyliśmy!

Ja zaczęłam panikować, mąż mnie uspokajał, że zaraz będziemy w szpitalu – myślę “jakie zaraz?! Przecież dopiero wyjechaliśmy!” 🙈

Po 5 minutach odeszły mi wody.

“No słuchaj, teraz to już naprawdę rodzimy” – powiedział mąż.

Tak, kazałam mu być cicho.

Ale tylko przez chwilę, bo za moment, pomiędzy zmianą biegów ściskałam jego dłoń podczas każdego skurczu, a jego słowa gasiły moją narastającą panikę.

7 km od szpitala obudził się we mnie instynkt rodzenia.

Między skurczami partymi obserwowałam jak mąż nerwowo wciska przycisk świateł awaryjnych, a samochody przed nami zjeżdżają na bok.

Wiedziałam wtedy, że ten OSTATNI moment musi nastąpić jak najpóźniej.

Po 25 minutach od wyjazdu urodziłam naszą córkę w trakcie jazdy do szpitala i to w 34-letnim golfie!

Byliśmy wtedy 500m od drzwi SORu, a tam zajechaliśmy już we trójkę 🥳