Twoje Narodziny

"Na każdym etapie byłam świadoma tego co się dzieje ze mną i moim ciałem."

Po odejściu wód nad ranem dopakowaliśmy torbę (w razie transferu do szpitala) i próbowałam się jeszcze zdrzemnąć. Skurcze były mało intensywne i nieregularne a jak wyszło słońce wyciszyły się zupełnie. Krzątałam się po domu, dopinając szczegóły nadchodzącej imprezki. Póki co położna i doule na telefonie, czekaliśmy na ruszenie akcji. Około południa odwiedziła mnie doula Kasia, pogadałyśmy, pokazała jak krokiem bocianim schodząc ze schodów możemy ruszyć akcje skurczową, podłączyliśmy Tens nad kostkami i robiła mi masaż chustą rebozo. Syn jeszcze nie był gotowy, wody nadal podciekały a skurczy brak. Pożegnałam Kasię i dalej ograniałam dom.

Około 15 przyjechała do mnie doula Zuzanna, wybrałyśmy się na spacer do lasu gdzie po drodze zaliczyłam długie schody bocianim krokiem. Po spacerze relaks w ogrodzie i zamówiłam ostrego burgera z frytkami. Po konsultacji z położną wypiłam koktajl położniczy zagryzając daktylami i nadal cisza. Zaczęło się już robić nerwowo bo czas od dopłynięcia wód mijał a u mnie pojedyncze, słabe skurcze. Trochę przybierały na mocy ale tempo nadal było bardzo wolne.

Zbliżał się wieczór i niósł ze sobą nadzieje na ruszenie akcji. Wszystkie mocniejsze przepowiadacze zaczynały się u mnie po 19, czułam, że potrzebuje ciemności żeby rodzić. Przyjechała położna Karolina i po badaniu mówi, że wychodzę z fazy utajonej, rozwarcie bardzo małe i teraz jak ruszy z kopyta to urodzę w domu, a jak będzie nadal cisza to jadę do szpitala. Poleciła olejek z szałwi muszkatałowej do dyfuzora i na nadgarstki. Słuchałam relaksacji z hipnoproodu na sluchawkach. Czuje, że ten olejek i reszta sprzyjających okoliczności dały czadu. Po kilku minutach skurcze były bardzo intensywne. Przybierały na mocy w piorunującym tempie. Na czas skurczu przyjmowałam pochyloną pozycje i buczałam a w przerwie położna potrząsała mi miednicę. Co jakiś czas dostawałam polecenie żeby przyjąć określoną pozycje na kilka skurczy żeby pomóc małemu się wstawiać. Kręciłam się po domu, chodziłam pod prysznic z mężem, siedziałam na toalecie po ciemku, wracałam do sypialni gdzie miałam wsparcie w skurczach od położnej i doul. Takich rund zrobiłam kilka. Kiedy skurcze przybrały charakter partych zostałam już w sypialni gdzie początkowo opierałam się o brzeg łóżka a później miałam potrzebę prostowania ciała. Spontanicznie parłam i wydawałam z siebie dźwięki, kiedy zaciskałam buzie lub wchodziłam na wysokie tony to moja ekipa porodowa pomagała wrócić na sprzyjające dźwięki. W kluczowym czasie ochrony krocza razem ze mną świeczki dmuchało 5 osób. Byłam cudownie zaopiekowana. Od pierwszych intensywnych skurczu do pojawienia się Lucka na świecie minęło zaledwie 2h 😃

Na każdym etapie byłam świadoma tego co się dzieje ze mną i moim ciałem. Czułam dokładnie gdzie jest Lucjan i jak otwiera się moja miednica i krocze żeby go wydać na świat. Trudniejsze chwile utwierdzały mnie w tym, że rozwiązanie jest coraz bliżej.

Jestem wdzięczna za możliwość rodzenia w domu, za opiekę którą mnie otoczyli wszyscy obecni.

Było pięknie!